Rozdział II - Magia jest tuż obok


Kiedy wróciła do domu, aż kipiała ze złości. Zatrzasnęła drzwi do pokoju nie zważając na swojego przyrodniego brata, który próbował z nią pogadać na temat wydarzeń na uniwerku.
Po kilku minutach rozglądania się co może rozwalić usiadła zrezygnowana na łóżku i sięgnęła po stary album ze zdjęciami. Powoli przerzucała strony, przyglądając się wszystkim znajomym wydarzeniom z jej życia. Część z nich pamiętała lepiej, a większość jednak gorzej, ale czuła, że w jej życiorysie czegoś brakuje i zdawało jej się to istotnym elementem.
Od kilku lat wiedziała, że jest adoptowana. Ona i jej przybrany brat, który był jedynym biologicznym dzieckiem Marca i Sary. A ona? Kim ona dla nich była? Często czuła się w tym domu jak obca osoba przygarnięta przez parę pod swój dach. Nie umiała ich zrozumieć. Miała dzięki nim wiele, ale czuła się nie do końca szczęśliwa.
To jasne jej ostatni rok w tym domu był burzliwy. Zrobiła awanturę Sarze o to, że stara zrobić się z niej panienkę z dobrego domu, poukładaną chodź taka nie jest, rozbiła auto Marca o krawężnik, niejednokrotnie wróciła do domu pijana lub pod wpływem narkotyków i oczywiście raz przespała się z Thomasem przyszywanym bratem, ale tylko ona dostała za to burę, kiedy rodzice przyłapali ich w łóżku.
Fakt leciała na Thomasa, który może i miał w sobie coś wyjątkowego. Był wysokim, brunetem z ślicznymi błękitnymi oczami. Czuła do niego straszny pociąg i miała ochotę powtórzyć z nim tamtą noc, bo było nieziemsko. A Thomas był nieziemskim studentem medycyny. Czasem jednak miała wrażenie, że oprócz wyglądu Thomas nie ma nic więcej z tego, co pociągało ją w facetach.
W końcu rzuciła album na podłogę i położyła się na łóżku włączając  ulubioną muzę. Słuchając piosenki, przypomniał jej się jej teledysk, ale po chwili wyżuciła obraz z głowy. Teraz leżała i nie myślała o niczym co byłoby warte uwagi.
Po chwili wstała i podeszła do szafy. Ściągnęła z siebie bluzę i spodenki, a rzuciwszy je w kąt pokoju zaczęła przymierzać sukienki, które wisiały w jej szafie. Impreza końcowo roczna zbliżała się wielkimi krokami, a ona nie wybrała jeszcze żadnej i nie umiała, bo tak naprawdę nie chciała tam chyba być.

Nagle ktoś zapukał do drzwi pomyślała, a dochodząc do wniosku, że Thomas i tak widział już ją w bieliźnie, stwierdziła że nie zawadzi pokazać się mu tak jeszcze raz. Podeszła powoli do drzwi, a chwilę po ich otwarci i seksownie oparła się o framugę.
- Wow! Niezła z Ciebie laska. – powiedział natrętny chłopak ze szkoły.
Jego głos podziałał na nią jak sole trzeźwiące. Automatycznie sięgnęła po szlafrok wiszący na klamce narzucając go szybko na siebie. Początkowo była bardzo zirytowana zaistniałą sytuacją, ale po chwili zobaczyła co chłopak trzyma w ręce.
- Skąd go wytrzasnąłeś? – spytała i wskazała na trzymany przez niego iPod.
- Wypadł Ci z plecaka po fizyce, chciałem ci go oddać wtedy po lekcjach, ale ty mi uciekłaś, więc oddaje go teraz – uśmiechnął się i wyciągnął rękę z odtwarzaczem w jej kierunku. – Nie chcę być posądzony o jego przywłaszczenie.
-  Dziękuję – sięgnęła po odtwarzacz i schowała go do kieszeni szlafroka. – W sumie to skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
Chłopak uśmiechnął się szeroko, a ona poczuła, że serce bije jej szybciej. Nigdy nie widziała tak czarującego uśmiechu. Kiedy oprzytomniała, a to zajęło jej dłuższą chwilę, zobaczyła, że wskazuje on na jej okno zasłonięte przez ciemnoczerwoną roletę.
- Wprowadziliśmy się z rodzicami wczoraj, jesteśmy teraz sąsiadami.
- Aha. – powiedziała obojętnie – Słuchaj znalazłeś mój iPod, więc pewnie chcesz coś w zamian. Nieprawdaż?
- Pójdziesz ze mną na najbliższą szkolną imprezę? – wyparował od razu intruz.
To sprawiło, że cofnęła się o krok w tył. Imprezy nie były jej pasją i już na bal końcowo roczny sukienkę musiała wybierać jakieś pół roku wcześniej. A impreza była za jakiś tydzień.
- Słuchaj nie jestem fanką imprez i takich tam – zaczęła tłumaczyć. - Więc nie może być to coś innego? Bardziej… - przerwała szukając właściwego słowa. – przyziemnego?
- A co jeśli będzie to najlepsza impreza w Twoim życiu? – zapytał nadal się nie poddając mimo, że dawała mu to do zrozumienia wzrokiem.
- Sama nie wiem – odparła z uśmiechem. – Zależy to od wielu czynników. Począwszy od tego, czy znajdę sukienkę, skończywszy na tym czemu akurat z Tobą mam iść, a także… – na chwilę przerwała, patrząc jak Thomas przechodzi przez korytarz bez koszulki do swojego pokoju, a tam czeka na niego jakaś laska w samej bieliźnie. – Wiesz w sumie wejdź do środka.
Przesunęła się w drzwiach robiąc mu przejście i uśmiechając się lekko. Zamknęła za sobą drzwi, po czym usiadła na łóżku wskazując na szafę wypełnioną przeróżnymi ciuchami.
- Po drodze – uśmiechnęła się lekko. – Jestem Monica, a jak mi coś z tego wybierzesz będziesz cudotwórcą, bo wierz mi nie jeden geniusz próbował wybrać coś z tego na imprezę i mu się nie udało.
Chłopak nagle uśmiechnął się i zaczął grzebać jej w szafie.
- Serio nic nadającego się na tańce, ani bal – powiedział po chwili myszkowania w jej szafce.
- Mówiłam – powiedziała z tryumfalnym uśmiechem. – Więc raczej z imprezy nici. Przykro mi… - zrobiła smutną minkę, ale w duchu wręcz skakała z radości, że nie musi tam iść.
- Bądź cicho to zaraz coś znajdę – powiedział z jakimś dziwnym grymasem na twarzy – tylko zostaje to między nami, bo jeśli komukolwiek wygadasz zabiję Cię bez zastanowienia.
Kiwnęła głową. W sumie po co miała mówić co dzieje się teraz w jej pokoju, skoro jej przybrany brat powie w szkole, że ona i ten chłopak spali ze sobą i była z tego jakaś dzika orgia.
Nagle Jacek wyciągnął spod koszuli jakiś patyk i machnął nim, a potem na niej pojawiła się obcisła czarna sukienka, zakrywająca jej połowę długości uda, bez ramiączek. Spojrzała na siebie i była w szoku, a potem jęknęła tak jakby miała orgazm.
- Jak ty to zrobiłeś! – krzyknęła z zadowolenia.
- Cóż są rzeczy, w które czasem trudno jest uwierzyć, a to nie jest dobre miejsce na takie rozmowy – uśmiechnął się lekko i jeszcze raz machnął patykiem.
Sukienka wisiała na wieszaku, a ją opatulał miękki polarowy szlafrok. Patrzyła na chłopaka przeszczęśliwa, nie umiejąc dobrać słów, które mogłyby to wyjaśnić. On nawet jej dobrze nie znał, była dla niego wredna, nawet za bardzo, a już pomógł jej w sprawie, która ją denerwowała.
- Pójdę na ten bal z Tobą – uśmiechnęła się lekko, a na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. – Tylko jeśli możesz to powiedz mi jak ty to – wskazała na sukienkę wiszącą na drzwiach szafy.
Chłopak uśmiechał się chwilę, a potem jego wyraz twarzy się zmienił. Spojrzał na nią przez ułamek sekundy, a potem wsunął jej coś do ręki. Nie zdążyła mrugnąć okiem, a on po prostu zniknął.
Wtedy spojrzała na to co ma w ręce. Była to mała karteczka, która wręcz ją rozśmieszyła. Była różowa, a dla niej różowy był najgłupszym kolorem na ziemi i oznaczał, że ktoś musi mieć straszne poczucie humoru. Potem powoli ją rozwinęła i przeczytała uważnie to co było na niej napisane.


Pogadamy jutro po lekcjach, na razie muszę iść do domu!
J.

            Kartka od chłopaka zbiła ją z równowagi, ale po chwili doszła do wniosku, że nie ma się co przejmować i sięgnęła po dres, szybko ubierając się i wyciągając z plecaka książki potrzebne do zrobienia durnych zadań domowych. Zabrała się za nie i do dwudziestej miała już wszystkie za sobą.
            Cicho zeszła na dół i wyjęła sobie z lodówki sok pomarańczowy i wlała go sobie do szklanki. Kiedy odstawiała go na miejsce, poczuła czyjeś dłonie na biodrach, przyciągające ją do siebie. Odwróciła się i zobaczyła Thomasa.
            - Twój kolega już poszedł? – uśmiechnął się szeroko.
            - Tak a co?
            - Zapomniałem jak seksownie moja siostrzyczka wygląda w bieliźnie – mruknął i zaczął całować ją po szyi wsuwając rękę pod jej koszulkę. – Wiesz skarbie, jak wszedł do twojego pokoju byłem zazdrosny.
            Początkowo wydawało jej się to podniecające. Już dawno miała chęć się z nim przespać, ale potem nagle stanął jej przed oczami ten nowy chłopak, a miała na niego ogromną chęć, więc odsunęła się bardzo gwałtownie od Thomasa.
- Przestań – warknęła – Nie będzie już tak łatwo. Jestem mądrzejsza i będę spotykać się z lepszymi niż z Tobą.
Chwyciła szklankę i oblała go jej zawartością, a potem wzięła sok i poszła do pokoju. Była z siebie bardzo zadowolona. Nie dała się tej durnej pokusie przespania się z tym chłopakiem. Zamknęła drzwi na zasuwkę i zwiększyła głośność w radiu. Coś jej mówiło, że robi dobrze. Słyszała jakieś warknięcia Thomasa z dołu, ale się tym nie przyjmowała, cieszyła się natomiast myślą, że wyjaśni sobie dziwną sytuację z nowym sąsiadem.

3 komentarze:

  1. Dzięki :) Czekam na komenty innych czytających :)

    OdpowiedzUsuń
  2. DziwekSzatana2 marca 2012 23:51

    Jak na razie podzielam swoją poprzednią opinię.
    Mam tylko mały problem z tym zdaniem "Nagle ktoś zapukał do drzwi pomyślała, a dochodząc do wniosku, że Thomas i tak widział już ją w bieliźnie, stwierdziła że nie zawadzi pokazać się mu tak jeszcze raz.". Chodzi mi głównie o początek. Wychodziłoby na to, że pomyślała iż 'nagle ktoś zapukał do drzwi. Przed 'pomyślała' dałbym kropkę i automatycznie nowe zdanie z tego.
    "- Jak ty to zrobiłeś! – krzyknęła z zadowolenia." A może "?!" po zrobiłeś? :D
    " - Tak a co?" przecinek po "tak"? xD
    Więcej jako tako nie widzę...

    A tak poza tym, jest dobrze :D

    PS.Nie musisz się przejmować tym moim wytykaniem, choć jak widzisz i tak są to przeważnie szczegóły niewarte uwagi xD

    OdpowiedzUsuń