Rozdział V - Zaufanie

Spojrzała na dół. Ku domkowi na drzewie zbliżali się nieznani jej mężczyźni. Już kiedyś w bajkach z dzieciństwa słyszała o aurach, czyli otoczce wokół człowieka, a teraz sama widziała tę należącą do intruzów. Była przerażająco czarna, nie wiedziała co ma zrobić. Nie oczekiwała w sumie na rycerza na białym koniu, ale w sumie teraz nie obraziłaby się za takiego.
Usilnie chciała coś wymyślić, ale o dziwo w obliczu zagrożenia życia wszystkie pomysły wyparowały.
- Skoro jesteś podobno czarownicą to powinnaś wiedzieć co robić - powiedziała sama do siebie.
Wyciągnęła rękę przed siebie, a wejście do domku otoczył ciernisty bluszcz. Zyskała na czasie, ale nie miała bladego pojęcia, co jeszcze może zrobić by uciec stamtąd. W końcu w kącie dostrzegła zapominaną miotłę. Bez wahania usiadła na niej i wyskoczyła z okna.
- Proszę leć, proszę leć - mówiła sama do siebie.
Jak na zawołanie miotła wzbiła się w powietrze. Szybowała teraz pośród chmur nie do końca rozumiejąc co się z nią dzieje. Czuła się wolna i wyjątkowa. Nie wiedziała, że istnieje coś takiego jak wolność, a jednak.
W końcu miotła zaczęła obniżać lot i wylądowała na balkonie Jacka. Miękko stanęła na balkonie chłopaka i postawiła ją w rogu. Lekko zastukała w szybę i zaczęła trząść się z zimna.
Jacek pojawił się w oknie kilka chwil później. Widać było, że jest zaspany, ale widząc ją szybko otworzył drzwi i pozwolił jej wejść. Niejednoznacznie stwierdziła, że chłopak pomimo jej dziwacznego zachowania martwił się o nią. A może zastanawiał się też nad tym, jakim cudem ona się tu znalazła.
Monica po przekroczeniu progu domu przytuliła się do niego i zaczęła płakać. Potrzebowała bliskości kogoś, nawet jeśli był jej prawie obcy. Nawet nie wiedziała czemu płacze, bo zawsze była silna i opanowana, ale w obliczu takiego zagrożenia te cechy gdzieś uleciały. Czuła rękę Jacka, gładzącą ją ostrożnie po plecach, jakby bał się, że może ją skrzywdzić. Nie wiedziała czemu mu nie zaufała, ale teraz nie miała wyboru. Komuś musiała zaufać, a on mógł ją nauczyć tego, co będzie jej niezbędne w nowym, może lepszym życiu. A ponadto tylko on mógł jej pomóc dowiedzieć się kim jest.
- Ja przepraszam – szepnęła cicho nie podnosząc na niego wzroku. – Nie powinnam była mówić, że kłamiesz…
- Co się stało? – spytał łagodnie. Wydawało się, że nie miał jej za złe tego co zaszło kilka godzin temu w parku. – Wyglądasz na lekko mówiąc przerażoną, chyba naprawdę coś jest nie tak.
Monica uniosła głowę i spojrzała w jego zielono-szare oczy. Nie umiała wydusić ani słowa, więc spróbowała przekazać mu to myślą. Powoli obrazy z tego co widziała i czuła pojawiały się przed jego oczami. Jacek od razu rozpoznał tych ludzi, bo nie raz miał z nimi do czynienia. Nienawidzili go, z wzajemnością zresztą i chcieli zabić ostatnią dziewczynę posiadającą dar panowania nad pięcioma żywiołami. Tulił ją do siebie jeszcze mocniej teraz już bez obaw o to, że coś jej się stanie. Nie mówił nic, bo nie potrzebował słów, żeby pokazać, że się o nią bał. Pocałował ją lekko w czoło.
- Dziś śpisz u mnie jeśli ci to nie przeszkadza – powiedział pewnym tonem. – Nie chcę zostawiać cię samej, a w domu nie jesteś bezpieczna. Cóż teraz twoje zdrowie i życie jest najważniejsze, a tam mogą cię dopaść nieodpowiedni ludzie.
- Dobrze, jeśli tak trzeba – powiedziała ocierając twarz.
- Tylko, że mam jedno łóżko – powiedział lekko skrępowany.
Monica spojrzała na niego swoimi błękitnymi lekko przekrwionymi teraz oczami i uśmiechnęła się. Nie raz spała ze swoimi kumplami w jednym łóżku i nikomu to nie przeszkadzało, więc i z nim mogła. On też wydawał się rozumieć jej pomysł i tylko skinął głową.
- Ale ja nie mam piżamy…
To najbardziej ją denerwowało. Miała by spać z nim w bieliźnie. Na to chyba nigdy by się nie zgodziła. Po części rzutowało to też negatywnie na jej zasady, a nie lubiła ich łamać, chociaż często miała na to ochotę. Jacek tylko podał jej swoją koszulkę, a sam wyciągnął się na łóżku. Chwilę potem wskazał jej drzwi do łazienki.
Zniknęła za nimi w zawrotnym tempie szybko wymyła twarz z makijażu, przeczesała włosy i zaplotła je w warkocz, zrzuciła z siebie ciuchy i włożyła jego koszulkę. Znalazła też pastę do zębów i nie używaną szczoteczkę, więc szybko wyszorowała swoje perełki i wróciła do pokoju.
Niepewnie podeszła do łóżka i położyła się obok niego okrywając się kocem, bo czuła się bardzo niepewnie. Nawet go nieznana i już lądowała z nim w łóżku. W pewnej chwili poczuła, że on ją obejmuje i przytula do siebie. Nigdy nie czuła się taka bezpieczna jak wtedy. Była prze szczęśliwa pomimo licznych wątpliwości. Odwróciła się do niego twarzą.
- Nie bój się mnie – uśmiechał się do niej. – Ja tylko chce Cię chronić, nie mam zamiaru Cię krzywdzić.
- Pokaż mi jak się bronić przed tym co na mnie poluje – powiedziała dotykając jego policzka. – Nie chce, żeby nikt mnie chronił.
- Jutro zabiorę Cię w bezpieczne miejsce i tam zajmą się tobą odpowiedni ludzie – powiedział cicho. – Ja mam Cię tylko tam doprowadzić całą i zdrową.
- Ale mnie nie zostawisz prawda? – spytała lekko zbita z tropu. – Przecież nie będę tam znała nikogo.
- Spokojnie maleńka na razie śpij, przyszłością zajmiesz się potem – powiedział i delikatnie musnął jej usta swoimi.
Rozlała się w niej przyjemna fala ciepła i myślała, że zaraz eksploduje ze szczęścia. Drugi raz w życiu całowała się z chłopakiem, ale pierwszy raz ktoś całował ją tak delikatnie. Nie wierzyła, że całowanie jest takie przyjemne, pomimo, że pocałunek trwał tylko chwilę.
W końcu poddała się ogarniającej ją sile zmęczenia i zasnęła tuląc się do niego, jakby bała się, że w nocy zostawi ją samą na pastwę następnego dnia. Zasypiała z nowymi perspektywami licząc na nowe, lepsze jutro.

Rozdział IV - Sen

Nie zdążyła odejść o kilka metrów, a już czuła się samotna. Może i chłopak miał rację. Była przecież inna. Normalna dziewczyna nie wkurza się na wszystkich, nie sprawia, że książki otwierają się na stronach z odpowiedziami itp., ale  w sumie trudno jej nadal było uwierzyć, że magia istnieje. Zresztą... Wróżki, czarownice i inne były przecież straszakiem na małe dzieci. Nie istniały i powinna trzymać się tych faktów, ale gdy zobaczyła sukienkę była w szoku, przecież wtedy ona pojawiła się tak nagle.
Po kilku minutach spaceru, była w tej części, gdzie park łączył się z lasem. Uwielbiała tę okolicę. Kiedyś bywała tu dość często i sama lub z koleżanką bawiła się w opuszczonym domku na drzewie. Teraz po siedmiu latach znowu znalazła go bez trudu. Widać było, że stracił on swój uprzedni blask, deski były miejscami zbutwiałe, a dach zapewne przeciekał.
Monica bez trudu wspięła się po drabince na górę i rozejrzała się po wnętrzu. Mebelki, były trochę zniszczone, ale materac leżący na ziemi mimo, że trochę zakurzony nadal nadawał się do użycia. Dziewczyna strzepała go, a chwilę później zwinęła się na nim w kłębek i usnęła.
Śniła, ale sen był dla niej bardzo rzeczywisty. Była na wielkim zamku, pośród pięknie ubranych dziewczyn, zresztą ona też miała na sobie czarną, długą suknię bez rękawów. Mimo, że za oknem było pełno śniegu ona nie czuła zimna.
Po chwili spostrzegła, że zbliża się ku niej jakiś bardzo przystojny chłopak. Był wysokim, brunetem z niebieskimi oczami. Ubrany był w czarny smoking, a jego włosy były postawione na żel. Uśmiechnął się na jej widok i wyciągnął ku niej rękę.
- Zatańczysz Pani? - spytał, kłaniając się jej.
- Z przyjemnością - odpowiedziała, nie wiedzieć czemu. - Ale mogę najpierw poznać twoje imię?
- Oczywiście, jestem Alex - pochylił się, a kiedy ona podała mu rękę delikatnie ją ucałował. - A ty zapewne jesteś tą słynną adeptką Monicą?
- We własnej osobie -uśmiechnęła się, a po chwili czuła ja chłopak pewnie prowadzi ją na parkiet.
Chwilę później zaczęli wirować w rytmie tanga. Mimo, że Monica uważała siebie za totalną łamagę jeśli chodzi o taniec, to Alex tańczył zaskakująco dobrze i wirując z nim czuła się zwinna i zgrabna, ale także pewna siebie. Muzyka przemawiała do niej nie tylko przez to co słyszała, ale także przez ruchy partnera. Kiedy się skończyła poszli się przejść.
Na zewnątrz było zimno, więc chłopak okrył ją swoją marynarką, był bardzo miły, pokazał jej dobrze i tak jej znany park. Nie wiedziała skąd zna te miejsca, po prostu wiedziała, że już tam była.
- Monico, cieszę Cię, że wszystko jest... - spojrzał nagle w niebo, na którym zaczęła pojawiać się pełna tarcza księżyca. - Uciekaj! - krzyknął.
- Alex co się dzieje? - w oczach Moni pojawiło się przerażenie.
- Ja... - nie zdążył dokończyć, bo upadł na ziemię, a jego ciałem wstrząsnęły dreszcze.
Monica uklękła przy nim i zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Nie wiedziała co się dzieje, ale liczyła, że pomogą, jednak po chwili błękitne oczy chłopaka stały się zwierzęce. Dopiero wtedy zorientowała się ona, że Alex jest wilkołakiem. Niedawno na zajęciach nauczycielka mówiła, że wilkołaki podczas pełni zabijają, więc musiała odciągnąć Alexa od sali balowej. Odczekała, aż ten przybierze zwierzęcą postać i rzuciła się pędem w kierunku łąki.
Biegła ile sił w nogach, choć wiedziała, że wilk jest silniejszy i szybszy od niej. Przewrócił ją na skraju łąki, ale w jego oczach dostrzegła coś dziwnego. Znowu zaczęły nabierać ludzkiego wyrazu, a po chwili wilk zszedł z niej i zwinął się w kłębek na ziemi.
Monica nie wiedziała co zrobiłaby w normalnych okolicznościach, ale teraz usiadła obok niego i przytuliła go gładząc jego miękkie futro.
- Spokojnie - szeptała mu do sporego ucha. - Nic mi nie będzie, nie boję się Ciebie.
Chłopak zaczął przybierać na powrót ludzką postać. Teraz jego głowa leżała na jej kolanach, a on był zupełnie nagi. Nie wiedzieć czemu podobał jej się taki jakim był. Może i po części potwór, ale widziała, że nawet ten potwór ma serce.
- Przepraszam - szepnął cicho, zakrywając swój członek rękoma. - Nie powinnaś widzieć mnie w tym stanie.
Zadrżał z zimna, więc zdjęła z siebie jego kurtkę i podała mu ją. Nagość nie obrzydzała jej, ale jeśli on wstydził się tego nie miała zamiaru być nietolerancyjna.
- Mogłeś mi powiedzieć - powiedziała powoli wstając z ziemi. - W życiu widziałam już potwory.
- Mogłem Cię dziś zabić, a ty mi wybaczasz?
- Tak, przecież nie wybrałeś sobie takiego losu - mruknęła coś pod nosem a na chłopaku pojawił się nowy smoking. - Będziesz wyglądał lepiej, nie mógłbyś wrócić w płaszczu na przyjecie.
- Dziękuję - powiedział, ze smutkiem w głosie.
- Proszę nie wiń się - podeszła do niego i przytuliła się do niego, a po chwili spojrzała mu w oczy.
Piękniejszych w życiu nie widziała. Patrzyli na siebie długo, a jej wydawało się, że czas właśnie się zatrzymał specjalnie dla niej. Po chwili chłopak pochylił się nad nią, a ich usta już prawie się stykały. 
Jednak w tamtej chwili Monica usłyszała coś dziwnego, a ona chwilę później obudziła się przez jakiś nieznany jej hałas.


---


Ze względu na to, że raczej nikt nie czyta, na razie przestaję pisać.

Rozdział III - Prawda

Następny poranek nie zapowiadał się zbyt obiecująco - sprawdzian z geografii oraz potencjalna odpowiedź z francuskiego, ale tego ranka nie miała czasu, aby się nad tym zastanawiać. Oczywiście poprzedniego wieczora uczyła się trochę, ale nie była pewna czy to czego zdążyła się nauczyć, było w stanie zapewnić jej wystarczająco dobrą ocenę.
Zaraz po zwleczeniu się z łóżka zdecydowała się pobiegać, jednak kilka chwil później wróciła do domu, stwierdzając, że jest za zimno  wpełzła pod prysznic. Zaczęła powoli się myć pozwalając strumieniom wody przyjemnie ogrzewać jej ciało i zapomnieć o przerażającym widoku z parku. Na moment nawet jej się to udało, a wtedy po jej ciele rozeszło się, ostatnio niespotykane w jej życiu odprężenia.
Gdy już wyszła z kabiny, wytarła się i szczelnie owinęła się ręcznikiem. Zaczęła suszyć włosy, które spryskała lakierem, a potem zrobiła sobie delikatny makijaż. Wpadła do pokoju ubrała się w czarną spódniczkę, zakolanówki w czarno białe paski i obcisły T-shirt z trupią czaszką. Na nogi wciągnęła ukochane glany i narzuciła na siebie kurtkę.
Wychodząc z domu wzięła z kuchni jabłko i ruszyła powoli do szkoły. Szła spokojnie podśpiewując pod nosem refren ukochanej piosenki i bawiąc się włosami, które dziś opadały jej na ramiona jako burza loków. Wykonała tradycyjne poranne szkolne czynności, ale kiedy wychodziła z szatni usłyszała dzwonek na pierwszą lekcję. Pognała do sali i wtedy zobaczyła Jacka gadającego swobodnie z nauczycielką, a tym samym zatrzymującego ją na korytarzu. Podziękowała mu lekkim uśmiechem i weszła do sali przed nauczycielką.
Zajmując swoje tradycyjne miejsce, przywoła go wskazując na wolne miejsce koło siebie i uśmiechając się lekko. Lekcje mijały wtedy o wiele szybciej. Siedzieli razem i tworzyli sztukę w swoich zeszytach. Rysunki były dziwaczne począwszy od jednorożców, a skończywszy na jakiś średniowiecznych rycerzach. Miała teraz w nosie opinie durnych nauczycielek, wolała się bawić, bo tylko to jej w życiu zostało.
Zaraz po nich zbiegła do szatni i przebrała się, a kiedy wróciła na górę Jacek czekał już na nią ubrany i lekko podenerwowany. Ruszyli dróżką do pobliskiego parku.
- Słuchaj co to było to wczoraj? - zaczęła Monica nie mogąc znieść narastającej między nimi ciszy.
- Monica... - chłopak nie wiedział jak dobrać słowa, a ona bez problemu zorientowała się, że jest zdenerwowany. - Nie jesteś normalną dziewczyną...
- Co ty bredzisz? Jestem w stu procentach normalna! Masz jakieś wątpliwości?
- W sumie to tak, bo jesteś wiedźmą. Wiem to brzmi dziwacznie, ale posłuchaj zanim wybuchniesz...
- Że co proszę? - patrzyła na niego z rozdziawioną buzią. - Co ty gadasz?
- Nigdy nie działo się nic, kiedy byłaś zła lub prze szczęśliwa?
- Raz rozwaliłam auto, a potem bratu same zamknęły się drzwi przed nosem - powiedziała spokojnie. - Ale ja i tak nadal nie widzę tu związku.
- Jeśli mi zaufasz to pokażę Ci kim tak naprawdę jesteś.
- A jeśli nie?
- Prawdopodobnie zabiją Cię ludzie, dla których twoja moc byłaby groźna.
Dziewczyna teraz przeraziła się nie na żarty. Ten koleś miał czelność jej grozić. Nie rozumiała czemu, ale z sekundy na sekundę była co raz bardziej przestraszona. Bała się jednak mu zaufać. Nie znała go tak dobrze, a w sumie nie chciała ładować się w kłopoty.
Chłopak zaś wpatrywał się w nią w skupieniu, czekając na jakąkolwiek reakcję. Wiedział, że może brzmiało to nienormalnie, ale musiał ją uświadomić w tym kim jest.
-Słuchaj muszę to przemyśleć - powiedziała lekko poddenerwowana. - Odpowiem ci jak najszybciej sie da.
Nim odpowiedział zniknęła między drzewami i udała sie na długi spacer by wszystko przemyśleć.

Rozdział II - Magia jest tuż obok


Kiedy wróciła do domu, aż kipiała ze złości. Zatrzasnęła drzwi do pokoju nie zważając na swojego przyrodniego brata, który próbował z nią pogadać na temat wydarzeń na uniwerku.
Po kilku minutach rozglądania się co może rozwalić usiadła zrezygnowana na łóżku i sięgnęła po stary album ze zdjęciami. Powoli przerzucała strony, przyglądając się wszystkim znajomym wydarzeniom z jej życia. Część z nich pamiętała lepiej, a większość jednak gorzej, ale czuła, że w jej życiorysie czegoś brakuje i zdawało jej się to istotnym elementem.
Od kilku lat wiedziała, że jest adoptowana. Ona i jej przybrany brat, który był jedynym biologicznym dzieckiem Marca i Sary. A ona? Kim ona dla nich była? Często czuła się w tym domu jak obca osoba przygarnięta przez parę pod swój dach. Nie umiała ich zrozumieć. Miała dzięki nim wiele, ale czuła się nie do końca szczęśliwa.
To jasne jej ostatni rok w tym domu był burzliwy. Zrobiła awanturę Sarze o to, że stara zrobić się z niej panienkę z dobrego domu, poukładaną chodź taka nie jest, rozbiła auto Marca o krawężnik, niejednokrotnie wróciła do domu pijana lub pod wpływem narkotyków i oczywiście raz przespała się z Thomasem przyszywanym bratem, ale tylko ona dostała za to burę, kiedy rodzice przyłapali ich w łóżku.
Fakt leciała na Thomasa, który może i miał w sobie coś wyjątkowego. Był wysokim, brunetem z ślicznymi błękitnymi oczami. Czuła do niego straszny pociąg i miała ochotę powtórzyć z nim tamtą noc, bo było nieziemsko. A Thomas był nieziemskim studentem medycyny. Czasem jednak miała wrażenie, że oprócz wyglądu Thomas nie ma nic więcej z tego, co pociągało ją w facetach.
W końcu rzuciła album na podłogę i położyła się na łóżku włączając  ulubioną muzę. Słuchając piosenki, przypomniał jej się jej teledysk, ale po chwili wyżuciła obraz z głowy. Teraz leżała i nie myślała o niczym co byłoby warte uwagi.
Po chwili wstała i podeszła do szafy. Ściągnęła z siebie bluzę i spodenki, a rzuciwszy je w kąt pokoju zaczęła przymierzać sukienki, które wisiały w jej szafie. Impreza końcowo roczna zbliżała się wielkimi krokami, a ona nie wybrała jeszcze żadnej i nie umiała, bo tak naprawdę nie chciała tam chyba być.

Nagle ktoś zapukał do drzwi pomyślała, a dochodząc do wniosku, że Thomas i tak widział już ją w bieliźnie, stwierdziła że nie zawadzi pokazać się mu tak jeszcze raz. Podeszła powoli do drzwi, a chwilę po ich otwarci i seksownie oparła się o framugę.
- Wow! Niezła z Ciebie laska. – powiedział natrętny chłopak ze szkoły.
Jego głos podziałał na nią jak sole trzeźwiące. Automatycznie sięgnęła po szlafrok wiszący na klamce narzucając go szybko na siebie. Początkowo była bardzo zirytowana zaistniałą sytuacją, ale po chwili zobaczyła co chłopak trzyma w ręce.
- Skąd go wytrzasnąłeś? – spytała i wskazała na trzymany przez niego iPod.
- Wypadł Ci z plecaka po fizyce, chciałem ci go oddać wtedy po lekcjach, ale ty mi uciekłaś, więc oddaje go teraz – uśmiechnął się i wyciągnął rękę z odtwarzaczem w jej kierunku. – Nie chcę być posądzony o jego przywłaszczenie.
-  Dziękuję – sięgnęła po odtwarzacz i schowała go do kieszeni szlafroka. – W sumie to skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
Chłopak uśmiechnął się szeroko, a ona poczuła, że serce bije jej szybciej. Nigdy nie widziała tak czarującego uśmiechu. Kiedy oprzytomniała, a to zajęło jej dłuższą chwilę, zobaczyła, że wskazuje on na jej okno zasłonięte przez ciemnoczerwoną roletę.
- Wprowadziliśmy się z rodzicami wczoraj, jesteśmy teraz sąsiadami.
- Aha. – powiedziała obojętnie – Słuchaj znalazłeś mój iPod, więc pewnie chcesz coś w zamian. Nieprawdaż?
- Pójdziesz ze mną na najbliższą szkolną imprezę? – wyparował od razu intruz.
To sprawiło, że cofnęła się o krok w tył. Imprezy nie były jej pasją i już na bal końcowo roczny sukienkę musiała wybierać jakieś pół roku wcześniej. A impreza była za jakiś tydzień.
- Słuchaj nie jestem fanką imprez i takich tam – zaczęła tłumaczyć. - Więc nie może być to coś innego? Bardziej… - przerwała szukając właściwego słowa. – przyziemnego?
- A co jeśli będzie to najlepsza impreza w Twoim życiu? – zapytał nadal się nie poddając mimo, że dawała mu to do zrozumienia wzrokiem.
- Sama nie wiem – odparła z uśmiechem. – Zależy to od wielu czynników. Począwszy od tego, czy znajdę sukienkę, skończywszy na tym czemu akurat z Tobą mam iść, a także… – na chwilę przerwała, patrząc jak Thomas przechodzi przez korytarz bez koszulki do swojego pokoju, a tam czeka na niego jakaś laska w samej bieliźnie. – Wiesz w sumie wejdź do środka.
Przesunęła się w drzwiach robiąc mu przejście i uśmiechając się lekko. Zamknęła za sobą drzwi, po czym usiadła na łóżku wskazując na szafę wypełnioną przeróżnymi ciuchami.
- Po drodze – uśmiechnęła się lekko. – Jestem Monica, a jak mi coś z tego wybierzesz będziesz cudotwórcą, bo wierz mi nie jeden geniusz próbował wybrać coś z tego na imprezę i mu się nie udało.
Chłopak nagle uśmiechnął się i zaczął grzebać jej w szafie.
- Serio nic nadającego się na tańce, ani bal – powiedział po chwili myszkowania w jej szafce.
- Mówiłam – powiedziała z tryumfalnym uśmiechem. – Więc raczej z imprezy nici. Przykro mi… - zrobiła smutną minkę, ale w duchu wręcz skakała z radości, że nie musi tam iść.
- Bądź cicho to zaraz coś znajdę – powiedział z jakimś dziwnym grymasem na twarzy – tylko zostaje to między nami, bo jeśli komukolwiek wygadasz zabiję Cię bez zastanowienia.
Kiwnęła głową. W sumie po co miała mówić co dzieje się teraz w jej pokoju, skoro jej przybrany brat powie w szkole, że ona i ten chłopak spali ze sobą i była z tego jakaś dzika orgia.
Nagle Jacek wyciągnął spod koszuli jakiś patyk i machnął nim, a potem na niej pojawiła się obcisła czarna sukienka, zakrywająca jej połowę długości uda, bez ramiączek. Spojrzała na siebie i była w szoku, a potem jęknęła tak jakby miała orgazm.
- Jak ty to zrobiłeś! – krzyknęła z zadowolenia.
- Cóż są rzeczy, w które czasem trudno jest uwierzyć, a to nie jest dobre miejsce na takie rozmowy – uśmiechnął się lekko i jeszcze raz machnął patykiem.
Sukienka wisiała na wieszaku, a ją opatulał miękki polarowy szlafrok. Patrzyła na chłopaka przeszczęśliwa, nie umiejąc dobrać słów, które mogłyby to wyjaśnić. On nawet jej dobrze nie znał, była dla niego wredna, nawet za bardzo, a już pomógł jej w sprawie, która ją denerwowała.
- Pójdę na ten bal z Tobą – uśmiechnęła się lekko, a na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. – Tylko jeśli możesz to powiedz mi jak ty to – wskazała na sukienkę wiszącą na drzwiach szafy.
Chłopak uśmiechał się chwilę, a potem jego wyraz twarzy się zmienił. Spojrzał na nią przez ułamek sekundy, a potem wsunął jej coś do ręki. Nie zdążyła mrugnąć okiem, a on po prostu zniknął.
Wtedy spojrzała na to co ma w ręce. Była to mała karteczka, która wręcz ją rozśmieszyła. Była różowa, a dla niej różowy był najgłupszym kolorem na ziemi i oznaczał, że ktoś musi mieć straszne poczucie humoru. Potem powoli ją rozwinęła i przeczytała uważnie to co było na niej napisane.


Pogadamy jutro po lekcjach, na razie muszę iść do domu!
J.

            Kartka od chłopaka zbiła ją z równowagi, ale po chwili doszła do wniosku, że nie ma się co przejmować i sięgnęła po dres, szybko ubierając się i wyciągając z plecaka książki potrzebne do zrobienia durnych zadań domowych. Zabrała się za nie i do dwudziestej miała już wszystkie za sobą.
            Cicho zeszła na dół i wyjęła sobie z lodówki sok pomarańczowy i wlała go sobie do szklanki. Kiedy odstawiała go na miejsce, poczuła czyjeś dłonie na biodrach, przyciągające ją do siebie. Odwróciła się i zobaczyła Thomasa.
            - Twój kolega już poszedł? – uśmiechnął się szeroko.
            - Tak a co?
            - Zapomniałem jak seksownie moja siostrzyczka wygląda w bieliźnie – mruknął i zaczął całować ją po szyi wsuwając rękę pod jej koszulkę. – Wiesz skarbie, jak wszedł do twojego pokoju byłem zazdrosny.
            Początkowo wydawało jej się to podniecające. Już dawno miała chęć się z nim przespać, ale potem nagle stanął jej przed oczami ten nowy chłopak, a miała na niego ogromną chęć, więc odsunęła się bardzo gwałtownie od Thomasa.
- Przestań – warknęła – Nie będzie już tak łatwo. Jestem mądrzejsza i będę spotykać się z lepszymi niż z Tobą.
Chwyciła szklankę i oblała go jej zawartością, a potem wzięła sok i poszła do pokoju. Była z siebie bardzo zadowolona. Nie dała się tej durnej pokusie przespania się z tym chłopakiem. Zamknęła drzwi na zasuwkę i zwiększyła głośność w radiu. Coś jej mówiło, że robi dobrze. Słyszała jakieś warknięcia Thomasa z dołu, ale się tym nie przyjmowała, cieszyła się natomiast myślą, że wyjaśni sobie dziwną sytuację z nowym sąsiadem.

Rozdział I - Nowy...


Cholera! –mruknęła pod nosem ciemnowłosa, wysoka dziewczyna. Była wściekła i zastanawiała się teraz co ma zrobić. Przed sekundą wdepnęła przez dziwny przypadek w kałużę i teraz jej nowe glany były obłocone, a ona szła do tej głupiej budy. Znienawidzonego przez większość młodzieży miejsca.
Przechodząc starą bramę poprawiła poły swojej skórzanej kurtki i uśmiechnęła się do woźnego, który akurat szedł, aby przegonić uczniów, którzy palili pod bramą. Ona nienawidziła papierosów. Odrzucały ją i nie miała mieć ochoty z nimi jakiegokolwiek kontaktu, nigdy w życiu. Może było to spowodowane tym, że w jej domu nikt nie palił, a może nie. W każdym razie wydawały się jej ohydne.
Szkoła z zewnątrz przypominała klasycystyczny pałacyk. Była śliczna. Budynek pomalowano na biało, a nad wejściem umieszczono płaskorzeźbę patrona szkoły, Charlesa de Gaulle. Obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem krzywiąc się trochę. Była tu już o wiele za długo, a czekało ją jeszcze trochę życia w tym dziwacznym miejscu.
            - Jeszcze półtora roku i wyjdę z tego wariatkowa – powiedziała sobie w duchu i pchnęła wielkie drzwi prowadzące do środka.
            Kiedy tylko przekroczyła próg, otrzepała swoje glany o starą, wysłużoną wycieraczkę, która zapewne pamiętała ciekawsze czasy w tej szkole i skierowała się na lewo, a następnie schodami na dół do szatni znajdujących się w ciemnych podziemiach szkoły.
Pchnęła drzwi z napisem „klasa druga f” i weszła do małej, wąskiej szatni, gdzie boksy były pooddzielane od siebie przez stalowe kraty. Kiedy pierwszy raz przyszła tam, aby zostawić swoje rzeczy myślała, że jest w więzieniu, ale z czasem mogła się i do tego przyzwyczaić.
 Zarzuciła kurtkę na najbliższy wolny wieszak i sięgnęła po reklamówkę na buty, która jak zwykle wisiała na swoim miejscu, potem usiadła na ławce i zaczęła powoli rozsznurowywać glany zajęło jej to chwilę. Kiedy wrzuciła je pod ławeczkę, do środka wszedł jakiś chłopak i strącił jej kurtkę z wieszaka. Zdenerwowała się, bo bardzo ją lubiła i strasznie o nią dbała.
- Ej ty! –warknęła wściekła – Podnieś to w tej chwili. Wierz mi nie chcesz ze mną zadzierać
Chłopak automatycznie odwrócił się i przyjrzał się jej uważnie. Był wysokim blondynem z zielono-szarymi oczami. Miał na sobie czarną koszulę i ciemne dżinsowe spodnie. Uśmiechnął się lekko arogancko, a następnie schylił się i sięgnął po kurtkę i powiesił ją na wieszaku. Jeszcze przez chwilę przyglądali się uważnie, ale w końcu on odwrócił wzrok.
- Nie ma za co – powiedział spokojnym czarującym głosem, jeszcze bardziej wyszczerzając zęby, co zirytowało Monicę.
- Dzięki – uśmiechnęła się ironicznie, wsuwając na nogi czarne trampki i sięgając po plecak. W tym samym momencie on też go chwycił. – Hej to chyba moje? – powiedziała podenerwowana, bo nie podobało jej się, że jakiś obcy koleś pcha łapy do jej plecaka.
- Hej wyluzuj chciałem ci go tylko podać. – powiedział intruz i puścił plecak. – Jestem Jacek. – Wyciągnął w jej kierunku rękę. – A ty to?
-Miło mi, a co mnie to obchodzi? Chyba lepiej Cię nie znać – wzięła plecak i wyszła.
Weszła z powrotem na górę i wspięła się po marmurowych schodach na piętro. Chłopak ją zirytował, mimo, że był cholernie przystojny, ale wolała przemilczeć ten fakt, bo po co miała fantazjować o jakimś natrętnym gburze.
Ostatnio miała ważniejsze problemy na głowie niż jakieś romanse. Zbliżała się połowa semestru, a ona była zagrożona z fizyki i wiedziała, że za nic sobie z tym nie poradzi. To było ponad jej siły. Miała dość użerania się z nauczycielką, która często jej dogadywała i obcinała jej punkty na każdej pracy mimo, że każdego dnia robiła dużo ćwiczeń.
Rzuciła plecak pod ścianę i usiadła pod nią czując się zrezygnowana i zmęczona życiem. Wyjęła z niego nowy odtwarzacz kupiony w czasie ferii zimowych, włączyła ulubioną piosenkę i próbowała odlecieć.
Wtedy zauważyła, że podchodzi do niej znowu ten sam chłopak, który zaczepił ją w szatni. Naciągnęła na głowę kaptur swojej bluzy i wetknęła mocniej słuchawki w uszy. Naprawdę nie miała ochoty na bliższą znajomość z nikim, a w szczególności teraz, kiedy musiała skoncentrować się na ważniejszych sprawach.
Tan chyba celowo robiąc jej na złość, usiadł naprzeciwko niej i patrzył na nią, jakby była jakimś obrazkiem. Wkurzało ją to, ale nie dała po sobie tego poznać z kieszeni swoich spodni wyjęła komórkę i zaczęła pisać sms’a do przyjaciółki, która po chwili pojawiła się idąc ku niej szybkim krokiem, usiadła obok niej, a ta pokazała jej skinieniem głowy, żeby nawet nie warzyła się wymówić jej imienia przy tym kolesiu.
W końcu zadzwonił dzwonek, a ona weszła do klasy siadając z tyłu i wyciągając długopis i plik kartek. Chłopak podszedł i wskazał na wolne miejsce obok, a ona obojętnie wzruszyła ramionami, w duchu mając nadzieję aby nie siadał z nią, a jednak zdecyduje się on zająć miejsce po przeciwnym kącie sali.
Nauczycielka zaczęła nudną lekcję, a ona słuchała notując co ważniejsze elementy zajęć o idiotycznych rzutach. Robiła notatki chyba tylko po to, żeby tylko nie patrzyć na tego chłopaka. Niestety wydawało się, że dzwonek obwieszczający przerwę przed następną lekcją zadzwoniły zbyt późno. Szybko zgarnęła ręką wszystkie swoje rzeczy do plecaka i ruszyła ku wyjściu. Nie zauważyła, że odtwarzacz wypadł z torby tuż przy ławce.
Kolejne lekcje doprowadzały ją do szału. Najpierw z pozoru miła kobieta z francuskiego, powiedziała jej, że nic nie robi, aby rozwinąć swój poziom, a potem baba z matmy zrobiła im nie zapowiedzianą kartkówkę. Myślała, że się poryczy, bo tylko szóstka z franca i czwóra z matmy ratowały jej średnią. A teraz czekało ją 3,9 jak nic.
To byłoby dla niej niczym koniec świata, bo przecież o stypendium artystyczne ubiegała się już drugi rok z rzędu i strasznie jej na tym zależało, a przez dwa głupie babsztyle jej marzenia mogą legnąć w gruzach.
Granie w teatrze kochała od dziecka, czyli praktycznie odkąd pamiętała. Jej największym marzeniem było zagranie w „Romeo i Julii” i liczyła, że dzięki stypendium i środkom odłożonym dzięki temu uda jej się wyjechać do szkoły aktorskiej. Tak bardzo chciała uciec i zapomnieć o męczarniach jakie przeżywała w domu. Miała dość przybranych rodziców i brata. Miała, ale niestety do osiemnastki musiała gdzieś mieszkać.
Po całym dniu męczarni zeszła do szatni, po kilkunastu minutach szukania pod kurtkami, zabrała swoje rzeczy, pobiegła po schodach na górę i szybko włożyła na siebie kurtkę. Chwilę później zabrała się za sznurowanie glanów.
Kiedy była ubrana, sięgnęła do swojego plecaka i zaczęła gorączkowo szukać swojego odtwarzacza. Wyrzuciła całą zawartość torby na ziemię i zaczęła przeszukiwać powoli plecak. Zagotowała się z nerwów, bo w sumie nie miała bladego pojęcia, gdzie on się podział. Przeszukała plecak jeszcze raz. Niestety, nigdzie go nie było.
Teraz jej złość się skumulowała i naprawdę miała chęć dokonania jakiejkolwiek działalności destrukcyjnej. Odkładała na niego całe wakacje, a teraz tak łatwo go zgubiła. Jaką była idiotką. Na domiar złego wkurzający nowy szedł w jej kierunku z uśmiechem, wskazując gestem, aby zaczekała. Nie mając ochoty na rozmowę z nim po prostu zrezygnowana wyszła znikając w tłumie uczniów i wróciła do domu.

----
ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA :)

Na dobry początek :)

Całkiem nie dawno zaczęłam pisać opowiadanie i teraz pragnę się z wami nim podzielić. Mam nadzieję, że się wam spodoba i zainteresuje was ono :)