Rozdział IV - Sen

Nie zdążyła odejść o kilka metrów, a już czuła się samotna. Może i chłopak miał rację. Była przecież inna. Normalna dziewczyna nie wkurza się na wszystkich, nie sprawia, że książki otwierają się na stronach z odpowiedziami itp., ale  w sumie trudno jej nadal było uwierzyć, że magia istnieje. Zresztą... Wróżki, czarownice i inne były przecież straszakiem na małe dzieci. Nie istniały i powinna trzymać się tych faktów, ale gdy zobaczyła sukienkę była w szoku, przecież wtedy ona pojawiła się tak nagle.
Po kilku minutach spaceru, była w tej części, gdzie park łączył się z lasem. Uwielbiała tę okolicę. Kiedyś bywała tu dość często i sama lub z koleżanką bawiła się w opuszczonym domku na drzewie. Teraz po siedmiu latach znowu znalazła go bez trudu. Widać było, że stracił on swój uprzedni blask, deski były miejscami zbutwiałe, a dach zapewne przeciekał.
Monica bez trudu wspięła się po drabince na górę i rozejrzała się po wnętrzu. Mebelki, były trochę zniszczone, ale materac leżący na ziemi mimo, że trochę zakurzony nadal nadawał się do użycia. Dziewczyna strzepała go, a chwilę później zwinęła się na nim w kłębek i usnęła.
Śniła, ale sen był dla niej bardzo rzeczywisty. Była na wielkim zamku, pośród pięknie ubranych dziewczyn, zresztą ona też miała na sobie czarną, długą suknię bez rękawów. Mimo, że za oknem było pełno śniegu ona nie czuła zimna.
Po chwili spostrzegła, że zbliża się ku niej jakiś bardzo przystojny chłopak. Był wysokim, brunetem z niebieskimi oczami. Ubrany był w czarny smoking, a jego włosy były postawione na żel. Uśmiechnął się na jej widok i wyciągnął ku niej rękę.
- Zatańczysz Pani? - spytał, kłaniając się jej.
- Z przyjemnością - odpowiedziała, nie wiedzieć czemu. - Ale mogę najpierw poznać twoje imię?
- Oczywiście, jestem Alex - pochylił się, a kiedy ona podała mu rękę delikatnie ją ucałował. - A ty zapewne jesteś tą słynną adeptką Monicą?
- We własnej osobie -uśmiechnęła się, a po chwili czuła ja chłopak pewnie prowadzi ją na parkiet.
Chwilę później zaczęli wirować w rytmie tanga. Mimo, że Monica uważała siebie za totalną łamagę jeśli chodzi o taniec, to Alex tańczył zaskakująco dobrze i wirując z nim czuła się zwinna i zgrabna, ale także pewna siebie. Muzyka przemawiała do niej nie tylko przez to co słyszała, ale także przez ruchy partnera. Kiedy się skończyła poszli się przejść.
Na zewnątrz było zimno, więc chłopak okrył ją swoją marynarką, był bardzo miły, pokazał jej dobrze i tak jej znany park. Nie wiedziała skąd zna te miejsca, po prostu wiedziała, że już tam była.
- Monico, cieszę Cię, że wszystko jest... - spojrzał nagle w niebo, na którym zaczęła pojawiać się pełna tarcza księżyca. - Uciekaj! - krzyknął.
- Alex co się dzieje? - w oczach Moni pojawiło się przerażenie.
- Ja... - nie zdążył dokończyć, bo upadł na ziemię, a jego ciałem wstrząsnęły dreszcze.
Monica uklękła przy nim i zaczęła szeptać jakieś zaklęcia. Nie wiedziała co się dzieje, ale liczyła, że pomogą, jednak po chwili błękitne oczy chłopaka stały się zwierzęce. Dopiero wtedy zorientowała się ona, że Alex jest wilkołakiem. Niedawno na zajęciach nauczycielka mówiła, że wilkołaki podczas pełni zabijają, więc musiała odciągnąć Alexa od sali balowej. Odczekała, aż ten przybierze zwierzęcą postać i rzuciła się pędem w kierunku łąki.
Biegła ile sił w nogach, choć wiedziała, że wilk jest silniejszy i szybszy od niej. Przewrócił ją na skraju łąki, ale w jego oczach dostrzegła coś dziwnego. Znowu zaczęły nabierać ludzkiego wyrazu, a po chwili wilk zszedł z niej i zwinął się w kłębek na ziemi.
Monica nie wiedziała co zrobiłaby w normalnych okolicznościach, ale teraz usiadła obok niego i przytuliła go gładząc jego miękkie futro.
- Spokojnie - szeptała mu do sporego ucha. - Nic mi nie będzie, nie boję się Ciebie.
Chłopak zaczął przybierać na powrót ludzką postać. Teraz jego głowa leżała na jej kolanach, a on był zupełnie nagi. Nie wiedzieć czemu podobał jej się taki jakim był. Może i po części potwór, ale widziała, że nawet ten potwór ma serce.
- Przepraszam - szepnął cicho, zakrywając swój członek rękoma. - Nie powinnaś widzieć mnie w tym stanie.
Zadrżał z zimna, więc zdjęła z siebie jego kurtkę i podała mu ją. Nagość nie obrzydzała jej, ale jeśli on wstydził się tego nie miała zamiaru być nietolerancyjna.
- Mogłeś mi powiedzieć - powiedziała powoli wstając z ziemi. - W życiu widziałam już potwory.
- Mogłem Cię dziś zabić, a ty mi wybaczasz?
- Tak, przecież nie wybrałeś sobie takiego losu - mruknęła coś pod nosem a na chłopaku pojawił się nowy smoking. - Będziesz wyglądał lepiej, nie mógłbyś wrócić w płaszczu na przyjecie.
- Dziękuję - powiedział, ze smutkiem w głosie.
- Proszę nie wiń się - podeszła do niego i przytuliła się do niego, a po chwili spojrzała mu w oczy.
Piękniejszych w życiu nie widziała. Patrzyli na siebie długo, a jej wydawało się, że czas właśnie się zatrzymał specjalnie dla niej. Po chwili chłopak pochylił się nad nią, a ich usta już prawie się stykały. 
Jednak w tamtej chwili Monica usłyszała coś dziwnego, a ona chwilę później obudziła się przez jakiś nieznany jej hałas.


---


Ze względu na to, że raczej nikt nie czyta, na razie przestaję pisać.

3 komentarze:

  1. Siemka! super opowiadanko, normalnie idzie się zakochać. Zostaję fanem Moni < 33

    OdpowiedzUsuń
  2. DziwekSzatana3 marca 2012 03:52

    Jest całkiem ok, tylko... tak trochę zbyt szybko to wszystko się zmienia. Nie jestem w stanie tak jakoś 'wczuć'się w akcję.
    Standardowy element - małe czepianko "pokazał jej dobrze i tak jej znany park. " To powtórzenie 'jej' tak jakoś drażni mego wewnętrznego polonistę-perfekcjonistę.
    "podeszła do niego i przytuliła się do niego" - niego...
    "usłyszała coś dziwnego, a ona chwilę później obudziła się przez jakiś nieznany jej hałas." - chyba bez 'ona' lepiej się czyta.

    Nie wiem czy jest coś więcej, ja teraz nie widzę i już nawet nie szukam.

    Historia się rozwija, a że to już przedostatnia część szybko biorę się do kolejnej.

    OdpowiedzUsuń