Cholera! –mruknęła pod nosem ciemnowłosa, wysoka
dziewczyna. Była wściekła i zastanawiała się teraz co ma zrobić. Przed sekundą
wdepnęła przez dziwny przypadek w kałużę i teraz jej nowe glany były obłocone,
a ona szła do tej głupiej budy. Znienawidzonego przez większość młodzieży
miejsca.
Przechodząc starą bramę poprawiła poły swojej skórzanej
kurtki i uśmiechnęła się do woźnego, który akurat szedł, aby przegonić uczniów,
którzy palili pod bramą. Ona nienawidziła papierosów. Odrzucały ją i nie miała
mieć ochoty z nimi jakiegokolwiek kontaktu, nigdy w życiu. Może było to
spowodowane tym, że w jej domu nikt nie palił, a może nie. W każdym razie
wydawały się jej ohydne.
Szkoła z zewnątrz przypominała klasycystyczny pałacyk. Była
śliczna. Budynek pomalowano na biało, a nad wejściem umieszczono płaskorzeźbę
patrona szkoły, Charlesa de Gaulle. Obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem
krzywiąc się trochę. Była tu już o wiele za długo, a czekało ją jeszcze trochę
życia w tym dziwacznym miejscu.
- Jeszcze
półtora roku i wyjdę z tego wariatkowa – powiedziała sobie w duchu i pchnęła wielkie
drzwi prowadzące do środka.
Kiedy tylko
przekroczyła próg, otrzepała swoje glany o starą, wysłużoną wycieraczkę, która
zapewne pamiętała ciekawsze czasy w tej szkole i skierowała się na lewo, a
następnie schodami na dół do szatni znajdujących się w ciemnych podziemiach
szkoły.
Pchnęła drzwi z napisem „klasa druga f” i weszła do małej,
wąskiej szatni, gdzie boksy były pooddzielane od siebie przez stalowe kraty.
Kiedy pierwszy raz przyszła tam, aby zostawić swoje rzeczy myślała, że jest w
więzieniu, ale z czasem mogła się i do tego przyzwyczaić.
Zarzuciła kurtkę na
najbliższy wolny wieszak i sięgnęła po reklamówkę na buty, która jak zwykle
wisiała na swoim miejscu, potem usiadła na ławce i zaczęła powoli
rozsznurowywać glany zajęło jej to chwilę. Kiedy wrzuciła je pod ławeczkę, do
środka wszedł jakiś chłopak i strącił jej kurtkę z wieszaka. Zdenerwowała się,
bo bardzo ją lubiła i strasznie o nią dbała.
- Ej ty! –warknęła wściekła – Podnieś to w tej chwili. Wierz
mi nie chcesz ze mną zadzierać
Chłopak automatycznie odwrócił się i przyjrzał się jej
uważnie. Był wysokim blondynem z zielono-szarymi oczami. Miał na sobie czarną
koszulę i ciemne dżinsowe spodnie. Uśmiechnął się lekko arogancko, a następnie
schylił się i sięgnął po kurtkę i powiesił ją na wieszaku. Jeszcze przez chwilę
przyglądali się uważnie, ale w końcu on odwrócił wzrok.
- Nie ma za co – powiedział spokojnym czarującym głosem,
jeszcze bardziej wyszczerzając zęby, co zirytowało Monicę.
- Dzięki – uśmiechnęła się ironicznie, wsuwając na nogi
czarne trampki i sięgając po plecak. W tym samym momencie on też go chwycił. –
Hej to chyba moje? – powiedziała podenerwowana, bo nie podobało jej się, że
jakiś obcy koleś pcha łapy do jej plecaka.
- Hej wyluzuj chciałem ci go tylko podać. – powiedział intruz
i puścił plecak. – Jestem Jacek. – Wyciągnął w jej kierunku rękę. – A ty to?
-Miło mi, a co mnie to obchodzi? Chyba lepiej Cię nie znać –
wzięła plecak i wyszła.
Weszła z powrotem na górę i wspięła się po marmurowych
schodach na piętro. Chłopak ją zirytował, mimo, że był cholernie przystojny, ale
wolała przemilczeć ten fakt, bo po co miała fantazjować o jakimś natrętnym
gburze.
Ostatnio miała ważniejsze problemy na głowie niż jakieś
romanse. Zbliżała się połowa semestru, a ona była zagrożona z fizyki i
wiedziała, że za nic sobie z tym nie poradzi. To było ponad jej siły. Miała
dość użerania się z nauczycielką, która często jej dogadywała i obcinała jej
punkty na każdej pracy mimo, że każdego dnia robiła dużo ćwiczeń.
Rzuciła plecak pod ścianę i usiadła pod nią czując się
zrezygnowana i zmęczona życiem. Wyjęła z niego nowy odtwarzacz kupiony w czasie
ferii zimowych, włączyła ulubioną piosenkę i próbowała odlecieć.
Wtedy zauważyła, że podchodzi do niej znowu ten sam chłopak,
który zaczepił ją w szatni. Naciągnęła na głowę kaptur swojej bluzy i wetknęła
mocniej słuchawki w uszy. Naprawdę nie miała ochoty na bliższą znajomość z
nikim, a w szczególności teraz, kiedy musiała skoncentrować się na ważniejszych
sprawach.
Tan chyba celowo robiąc jej na złość, usiadł naprzeciwko niej
i patrzył na nią, jakby była jakimś obrazkiem. Wkurzało ją to, ale nie dała po
sobie tego poznać z kieszeni swoich spodni wyjęła komórkę i zaczęła pisać sms’a
do przyjaciółki, która po chwili pojawiła się idąc ku niej szybkim krokiem,
usiadła obok niej, a ta pokazała jej skinieniem głowy, żeby nawet nie warzyła
się wymówić jej imienia przy tym kolesiu.
W końcu zadzwonił dzwonek, a ona weszła do klasy siadając z
tyłu i wyciągając długopis i plik kartek. Chłopak podszedł i wskazał na wolne
miejsce obok, a ona obojętnie wzruszyła ramionami, w duchu mając nadzieję aby
nie siadał z nią, a jednak zdecyduje się on zająć miejsce po przeciwnym kącie
sali.
Nauczycielka zaczęła nudną lekcję, a ona słuchała notując co
ważniejsze elementy zajęć o idiotycznych rzutach. Robiła notatki chyba tylko po
to, żeby tylko nie patrzyć na tego chłopaka. Niestety wydawało się, że dzwonek
obwieszczający przerwę przed następną lekcją zadzwoniły zbyt późno. Szybko
zgarnęła ręką wszystkie swoje rzeczy do plecaka i ruszyła ku wyjściu. Nie
zauważyła, że odtwarzacz wypadł z torby tuż przy ławce.
Kolejne lekcje doprowadzały ją do szału. Najpierw z pozoru
miła kobieta z francuskiego, powiedziała jej, że nic nie robi, aby rozwinąć
swój poziom, a potem baba z matmy zrobiła im nie zapowiedzianą kartkówkę.
Myślała, że się poryczy, bo tylko szóstka z franca i czwóra z matmy ratowały
jej średnią. A teraz czekało ją 3,9 jak nic.
To byłoby dla niej niczym koniec świata, bo przecież o
stypendium artystyczne ubiegała się już drugi rok z rzędu i strasznie jej na
tym zależało, a przez dwa głupie babsztyle jej marzenia mogą legnąć w gruzach.
Granie w teatrze kochała od dziecka, czyli praktycznie odkąd
pamiętała. Jej największym marzeniem było zagranie w „Romeo i Julii” i liczyła,
że dzięki stypendium i środkom odłożonym dzięki temu uda jej się wyjechać do
szkoły aktorskiej. Tak bardzo chciała uciec i zapomnieć o męczarniach jakie
przeżywała w domu. Miała dość przybranych rodziców i brata. Miała, ale niestety
do osiemnastki musiała gdzieś mieszkać.
Po całym dniu męczarni zeszła do szatni, po kilkunastu
minutach szukania pod kurtkami, zabrała swoje rzeczy, pobiegła po schodach na
górę i szybko włożyła na siebie kurtkę. Chwilę później zabrała się za
sznurowanie glanów.
Kiedy była ubrana, sięgnęła do swojego plecaka i zaczęła
gorączkowo szukać swojego odtwarzacza. Wyrzuciła całą zawartość torby na ziemię
i zaczęła przeszukiwać powoli plecak. Zagotowała się z nerwów, bo w sumie nie
miała bladego pojęcia, gdzie on się podział. Przeszukała plecak jeszcze raz. Niestety,
nigdzie go nie było.
Teraz jej złość się skumulowała i naprawdę miała chęć
dokonania jakiejkolwiek działalności destrukcyjnej. Odkładała na niego całe
wakacje, a teraz tak łatwo go zgubiła. Jaką była idiotką. Na domiar złego
wkurzający nowy szedł w jej kierunku z uśmiechem, wskazując gestem, aby
zaczekała. Nie mając ochoty na rozmowę z nim po prostu zrezygnowana wyszła
znikając w tłumie uczniów i wróciła do domu.
----
ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA :)
----
ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA :)
Genialny pomysł! Szczerzę mówiąc to jestem pod wrażeniem :)
OdpowiedzUsuńNa początek : historia zapowiada się nieźle.
OdpowiedzUsuńPiszesz dobrze stylistycznie, gramatycznie i przede wszystkim nie zanudza to czytelnika. Na początku czytało mi się trochę trudno ale potem szło już z górki.
Mam dosłownie 3 rzeczy, które bym zmienił.
"(...) a ona szła do tej głupiej budy. Znienawidzonego przez większość młodzieży miejsca." tu zamiast kropki wstawiłbym przecinek.
"(...)Tan chyba celowo robiąc jej na złość, " Nie powinno być "ten"? : )
"Wkurzało ją to, ale nie dała po sobie tego poznać z kieszeni swoich spodni wyjęła komórkę i zaczęła pisać sms’a do przyjaciółki (...)" Tutaj po 'nie dała po sobie tego poznać' dałbym kropkę i 'Z kieszeni ' jako nowe zdanie.
Więcej nie ma albo przeoczyłem. ^ ^
Sorry, że tak się czepiam, ale jestem perfekcjonistą. :)
Ogólnie jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Dlatego czytam dalej :D
PS. Imię jednej z bliźniaczek (tu tu obok xD) 'Ave' mnie rozwaliło :D