Rozdział VI - Spokój?


Następnego dnia obudziła się zlana potem. Nie była świadoma tego co się działo w nocy, ale czuła się wyczerpana i miała nadzieję, że to był tylko zły sen. Lecz kiedy otworzyła oczy, zobaczyła go śpiącego przy jej boku. Wydawać się mogło, że przez całą noc nie zmienił on pozycji spania, bo jego część koca wydawała się nienaruszona.
W pewnej chwili otworzył oczy i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem i praktycznie się nie ruszył. Uśmiechał się cały czas, a po chwili lekko dotknął jej policzka i pocałował delikatnie. Monica była cała w skowronkach. Nie wiedziała co się dzieje. Może zbyt szybko poddała się biegowi wydarzeń, a może po prostu sama się zmieniła. Była po części w kropce, ale też szczęśliwa z tego, że w końcu czuła cokolwiek, do jakiegokolwiek chłopaka. Może nie było to jakieś wspaniałe uczucie, ale dało jej to chociaż zasłużoną odrobinę szczęścia.
- Dzień dobry – zaśmiała się i popatrzyła na niego mierzwiąc mu włosy. – Zapowiada się nam chyba ładny dzionek co?
- Tak raczej tak – mruknął jeszcze zaspany i patrzył na nią. – W sumie i tak zaczął się nieźle. Na pewno dobrze się czujesz? Nie wyglądasz najlepiej.
W jego oczach pojawiła się troska i obawa o to co stało się ostatniej nocy. Widać było, że obwiniał się o to, że nie został i jej nie pomógł, a z drugiej strony może właśnie takiego czegoś potrzebowała, aby mu uwierzyć. Teraz na wpół leżący patrzył na nią i podpierał się na przedramieniu.
- Nie wiem, ale jakoś mi słabo. W sumie to nie wiem jakim cudem im uciekłam – szepnęła cicho.
- Magia – powiedział z szerokim uśmiechem. – Ona zawsze jest nieopodal, ale człowiek bardzo rzadko ją zauważa. Dlatego wszyscy myślą, że czarodzieje, wilkołaki i wampiry to mit. A tak naprawdę żyją wśród nas wspierając nas.
- Czyli to o czym mówi się w wielu bajkach to prawda? – spojrzała na niego dociekliwym wzrokiem.
- Przecież w każdej historii jest ziarnko prawdy, niezależnie od tego, czy opowiada ją ktoś z teraźniejszości, czy została spisana stulecia temu – tłumaczył, gdy nagle jej żołądek wydał niekontrolowane burknięcie. – Ktoś tu chyba jest głodny?
- Troszeczkę – zarumieniła się lekko. – Nie jadłam nic od wczoraj i w sumie mój pusty brzuch daje o sobie teraz dopiero znać.
- Biedaczek – pogładził ją po nim i wysunął się z łóżka. – Wymyj się, a ja idę zrobić coś do jedzenia.
Nim Monica zdążyła zaprotestować on zniknął za drzwiami prawdopodobnie prowadzącymi na korytarz. Na szafce nocnej zobaczyła jakieś jej ciuchy, które wyglądały jakby zabrane z jej domu. Wzięła je więc i zniknęła za drzwiami łazienki.
Nalała sobie pełną wannę wody i zanurzyła się w truskawkowej pianie. Moczyła się długo, myjąc się dokładnie, kiedy skończyła owinęła się ręcznikiem i wróciła do pokoju. Zsunęła go z siebie zwinnym ruchem i zaczęła zakładać majtki, kiedy drzwi pokoju się otworzyły.
- Wybacz nie podglądam – powiedział niepewnie Jacek i odwrócił się plecami do niej, co było jej bardzo na rękę, gdyż szybko włożyła na siebie bieliznę, ciemne spodnie i czerwonawą koszulkę.
- Już możesz patrzeć – rzuciła z uśmiechem i podeszła do niego. – Masz wyczucie czasu nie ma co. Zawsze chyba wpadasz w nieodpowiednich momentach nie sądzisz? – mruknęła wyraźnie zadowolona z tego co prawdopodobnie widział, a potem powoli zeszła na dół pokrytymi czerwonym dywanem schodach. Skierowała się do kuchni, z której unosiła się woń naleśników polanych słodkim syropem klonowym, który wręcz uwielbiała.
Kuchnia w domu Jacka była duża i przestrzenna. Ładne, błyszczące meble w kolorze karmelu i ściany pomalowane na zielono. Na niewielkim stole ustawionym pod oknem i przykrytym żółtą, ozdobną serwetą, stały dwa czerwone ceramiczne talerze, na których to leżały naleśniki. Całe wnętrze wydawało się ciepłe i bardzo przytulne.
Odruchowo odsunęła mahoniowe krzesło siadając przy stole i wciągając przyjemny zapach naleśników. Jak dotąd nie wyobrażała sobie jak przyjemny może on być dla zwykłego głodnego człowieka, a teraz miała ochotę zjeść wszystkie razem z talerzem. Ledwie opanowała instynkty wzięła w ręce sztućce i powoli zaczęła kroić naleśnika. Potem delektowała się każdą sekundą w której to w jej ustach rozpływał się słodki smak syropu klonowego, co sprawiało, że czuła się jak w domu i prawie nie odczuwała tego, że jest w domu u obcych ludzi, z którymi nie miała nic wspólnego.
- Smakuje Ci? – usłyszała za plecami głos jakiejś kobiety i odwróciła się w tył.
Nieznajoma była wysoką, szczupłą brunetką o ciepłych czekoladowych oczach. Jej twarz mimo tego, że na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie surowej, chwilę później wydawała jej się łagodna i radosna. Kobieta była ubrana dość elegancko. Miała na sobie czarną koszulę, spódnicę z wysokim stanem w tym samym kolorze oraz karmelowe szpilki. Jej twarz zdobił dyskretny makijaż w postaci delikatnych kresek, niedużej ilości tuszu do rzęs i odrobiny porcelanowego pudru pod oczami..
Monica energicznie pokiwała głową i przyglądała się nieznajomej ze zdumieniem. Nigdy nie widziała tak ślicznej i eleganckiej kobiety w granicach czterdziestki. Uśmiechnęła się do niej lekko i skupiła się na jej aurze. Była niebieska, prawie granatowa, ale w związku z tym nie była też groźna, była podobna do tej, którą posiadał Jacek.
- Mamo to jest Monica, ta o której ci opowiadałem – powiedział Jacek, pojawiając się nagle w drzwiach.
- Miło mi Cię poznać – uśmiechnęła się kobieta. – Jestem Veronique, matka Jacka i jego opiekunka w jednym. W końcu poznaję dziewczynę, którą musi chronić. Muszę powiedzieć, że cieszę się, że otrzymał takie zadanie. Widać, że jesteś wyjątkową dziewczyną.
- Mnie też panią miło poznać – powiedziała szczerze. – Może zje pani z nami? Chyba, że Pani wychodzi.
- To miłe z Twojej strony, ale niestety muszę lecieć na posiedzenie Rady do Zurychu, ale widzimy się już niedługo w Asgardzie za kilka dni – powiedziała kierując się ku drzwiom. – Miło było Cię poznać .Pa synku i do zobaczenia moja droga.
 ----
Następny rozdział przygód naszej kochanej Moni, przy 3 komach!

3 komentarze: