Nie wiedziała ile czasu leżała nie przytomna, ale dziwnie
czuła się, kiedy po odlocie obudziła się w obcej sali szpitalnej. Zaczęła się
gorączkowo rozglądać, aż w końcu zobaczyła Jacka drzemiącego na fotelu obok
szpitalnego łóżka. Ostrożnie podniosła się i szturchnęła go w ramię, a ten od
razu otworzył oczy.
- Jacek, gdzie my jesteśmy? – spytała nerwowo. – I ile czasu
byłam nieprzytomna? Mam wrażenie, że minęły całe wieki.
- Cóż… Jakby to powiedzieć. To, że upadłaś na ziemię i rozbiłaś
sobie głowę wyglądało fatalnie, więc zabrałem Cię do Asgardu. Tu jesteś
bezpieczna.
- Jak mogłeś – usiadła wyprostowana na łóżku i po mimo
strasznego bólu w czaszce patrzyła na niego jak na seryjnego mordercę. –
Przecież Cię prosiłam. Chciałam się z nimi pożegnać, a ty o tym wiedziałeś!
- Wiesz czemu to elitarna szkoła? Bo tu dostają się
czarodzieje z czymś więcej niż mocą do czarowania – zablokował jej rękę i
zamknął w swojej. – Tu dostają się najbardziej utalentowani magicy
wszechczasów. Dlatego musiałem Cię chronić, żeby Twoja moc, której u nikogo
jeszcze nie widziano nie wpadła w niepowołane ręce. Może ty o niej nie wiesz,
ale czarodzieje z twojego starego otoczenia obserwowali cię bardzo uważnie.
- Ach tak? A ty czemu masz mnie chronić? Jaki masz talent? –
powiedziała co raz mocniej zdenerwowana, zaciskając drugą dłoń w pięść. – Może
do uwodzenia niewinnych dziewczyn? A może zabijasz? Albo po prostu kłamiesz!
Nagle Jacek pochylił się i zrobił najprostszą rzecz, żeby ją
uciszyć, pocałował. Fale przyjemności zaczęły rozchodzić się po jej ciele,
kiedy ją całował, aż w końcu i ona się poddała pozwalając zamienić się w
dotychczas narastającej nienawiści w falę uniesienia. Wplotła pace w jego gęste
włosy i po chwili dała mu się położyć na łóżku. Wtedy przerwał pocałunek, a ona
zrobiła naburmuszoną minkę.
- Nie wiele trzeba, żeby Cię uciszyć – szepnął z uśmiechem. –
Będę to częściej stosował, bo jak widać zdaję idealnie egzamin.
- Może i tak, ale skąd wiesz, czy za którymś razem nie
dostaniesz za do w nos – powiedziała Monica uśmiechając się od ucha do ucha.
Przykrył ją kołdrą i poprawił poduszkę pod głową, a potem
podał jej kubek z jakimś ciepłym napojem.
- Wypij będzie Ci lepiej, Wierz mi daje porządny zastrzyk
energii.
Monica bez słowa wzięła kubek i wypiła całą jego zawartość.
Płyn przyjemnie ją rozgrzewał i sprawiał, że zapominała o męczącym ją uczuciu
głodu. Piła łapczywie, a kiedy opróżniła już jego zawartość odstawiła go na
półkę. Spojrzała na Jacka z nadzieją, że czegoś się dowie, ale ten tylko uśmiechnął
się i ruszył w kierunku drzwi.
Kiedy on zniknął za jednymi drzwiami, drugimi weszła bardzo
atrakcyjna kobieta około trzydziestki i podeszła do jej łóżka siadając na jego
skraju. Uśmiechała się do niej ciepło, a w tym uśmiechu Monica widziała coś znajomego,
bliskiego.
- Jak się czujesz maleństwo? – spytała tamta siadając tuż
koło niej na łóżku. – Mam nadzieję, że miewasz się dobrze. Jestem Maria Teresa
i będę twoją mentorką w Asgardzie.
- Dzień dobry – powiedziała cichutko. – Miło mi panią poznać.
- Mów mi Maria Teresa. Jestem kapłanką tej szkoły i miewam
wizję przyszłości. Byłam nawet jej absolwentką, ale moje wizje niestety nie są
na tyle częste. Powiedzmy, że dzięki temu wiedziałam, gdzie Cię szukać.
- To miło z pani strony – szepnęła Monica. – ale czy mógłby
tu wrócić Jacek? Chciałabym z nim pomówić?
- Kochanie, Jacek jak i każdy wojownik udał się na swój
trening, aby móc bronić swojej czarownicy. Fakt jest czarodziejem, ale ma też
niespotykaną siłę i nikt nie wie o jej źródle nawet ja.
Monica patrzyła na kobietę jak zaczarowana. Nigdy nie
słyszała, że czarownica może mieć swojego obrońcę. W bajkach zwykle kończyły one
na stosie, a tu miały kogoś, kto oddawał za nie życie. Była w szoku i zadawała
sobie pytanie czy Jacek nie wybrał sobie przypadkiem jej, na co szczerze mówiąc
nie miała zbyt wielkiej ochoty.
- Widzisz czarownica wybiera swojego wojownika na ceremonii –
ciągnęła Maria Teresa ze swoim zniewalającym akcentem. – To ceremonia
przejścia, w której zdobywa ona pełnię mocy. Wtedy też pomiędzy nią a
wojownikiem rodzi się uczucie tak silne, że jeśli jedno umrze drugie też
umiera, będąc nawet daleko stąd. Jest to więź łącząca ich w sumie w jedno
ciało… - kobieta przerwała na chwilę. – Wiesz to chyba Cię nudzi. Jesteś w
stanie się przejść? Osobiście uważam, że świeże powietrze pomaga w gojeniu ran.
- Chętnie się stąd wyrwę – powiedziała z zapałem Monica i
wstała z łóżka. – Zresztą moja macocha zawsze mówiła to samo.
Maria Teresa podała jej jakąś sukienkę i sandałki, a potem
wskazała łazienkę, gdzie mogła się umyć. Monica szybko tam poszła i wzięła
krótki prysznic, wyszczotkowała zęby, a na koniec rozczesała zmierzwione włosy
i związała je w luźny kok, po kilku minutach stała obok swojej mentorki gotowa
na przygodę życia, której w głębi serca strasznie się obawiała.
Przeszły przez główny dziedziniec ze skrzydła szpitalnego do
magazynów. W między czasie Maria Teresa wyjaśniała jej czego będzie używać w
szkole, począwszy od różdżki, a skończywszy na wszelakich możliwych typach
roślin trujących i nie trujących. Kobieta zaproponowała jej odwiedziny u
szkolnego różdżkarza, który według niej wykonał tysiące różdżek i wiele z nich
czeka na swoich właścicieli.
Kiedy tylko drzwi do jego pracowni się otworzyły Monica
wciągnęła w nozdrza dziwnie znajomy zapach drewna cedrowego, które kojarzyło
się jej z dzieciństwem, którego prawie nie pamiętała. Poczuła nagle, że już tu
kiedyś była i wdychała dokładnie tę samą woń. Rozejrzała się po pomieszczeniu,
aż nagle usłyszała jakiś hałas odwróciła się i spojrzała na mężczyznę
naprzeciwko siebie.
Wyglądał na około czterdziestolatka, bo jego dość ciemne
włosy były poprzetykane pasemkami siwizny. Brązowe oczy skrywały się z szkłami
grubych okularów, a jego uśmiech zdradzał niespotykane przez nią zadowolenie z
jej widoku, ale po chwili zmienił się w wyraz przerażenia połączonego z
zachwytem.
- Na boginię Isis – szepnął facet. – Jesteś wcieleniem…
- Marcusie przestań i pokaż naszej nowej adeptce różdżki. Musi mieć jakąś, żeby móc walczyć –
kobieta mówiąc to niezauważalnie puściła mu oczko. – I oczywiście by wspierać
swoich przyjaciół w trudnych chwilach.
Monica stała i patrzyła się na niego osłupiała. Nie wiedziała
kogo ten starszy człowiek w niej
rozpoznał, ale raczej nie oznaczało to dla niej niczego dobrego, chociaż może
jednak będzie dzięki temu mogła dowiedzieć się kim tak naprawdę jest. Nadal
stała osłupiała, kiedy ten kazał jej podejść do siebie gestem wyciągniętej ku
niej dłoni. Uczyniła to niechętnie i nieprzerwanie patrzyła na niego jak na
wariata.
- A teraz wyciągnij rękę i szepnij przybądź moja miła – uśmiechnął się życzliwie staruszek.
Dziewczyna powoli powtórzyła za nim słowa z dłonią
wyciągniętą w kierunku półek, kiedy nagle szafki z różdżkami zadrżały i gdzieś
z samego tyłu pracowni w jej rękę wpadła atramentowo czarna różdżka ze złotym
zdobieniem na rękojeści.
Z początku Monica była lekko przerażona tym co się stało, ale
po chwili sprawnie zaciskała w ręce różdżkę i czuła się zjednoczona z
otoczeniem. Nawet staruszek patrzył na nią z pewnym podziwem, a w końcu zabrał głos.
- Widzisz drogie dziecko, każda różdżka jaką jak na razie
stworzyłem miała jakieś powiązanie z poprzedniczką, a do tej nigdy nie umiałem
dobrać potem odpowiednich substancji by uczynić inne chodź trochę podobną. –
uśmiechnął się do niej życzliwie. – Mam nadzieję, że te czternaście cali hebanu
wzbogacone o fragmenty serca smoka z łzą jednorożca i wawrzynem będzie ci
dobrze służyć.
- Tak – powiedziała pewnie Monica. – obiecuję o nią dbać i
oczywiście zwrócić, kiedy tylko zakończę swoją naukę.
- O nie moja droga jeśli czarodziejka wybierze już różdżkę
zostają one zespolone ze sobą do śmierci – powiedział Marcus. – Niech Ci dobrze
służy maleńka, bo jeśli trafiła do Ciebie to na pewno po to, że masz dokonać
czegoś wielkiego.
Mężczyzna wrócił do porządkowania paczek z różdżkami, a Maria
Teresa ruszyła ku drzwiom. Sekundę później wskazała Monice, by ta do niej
dołączyła. Z sali z różdżkami poszły ku wielkim schodom, na szczyt chyba
najdalej wysuniętej wieży, która znajdowała się na południu.
Świetne, zapraszam do mnie. :3
OdpowiedzUsuńhttp://woundedbyfire.blogspot.com/
Naprawdę ciekawe!
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:
http://survive-tomorrow.blogspot.com/